maja 26, 2019

RECENZJA "JUŻ MNIE NIE OSZUKASZ" HARLAN COBEN

RECENZJA "JUŻ MNIE NIE OSZUKASZ" HARLAN COBEN
Co zrobisz, kiedy nie będziesz mógł zaufać nawet samemu sobie? Niełatwo złamać żołnierza, ale Maya Stern jest pewna, że popada w szaleństwo. Jej życie rozsypało się w gruzy wraz ze śmiercią ukochanej siostry Claire i męża, Joego. W snach krzyki zabijanych z jej rozkazu cywilów mieszają się z krzykami zamordowanego na jej oczach Joego. Na jawie Maya stara się pozszywać strzępki rodzinnego życia, ale jedyne, co robi, to niszczy wszystko, co pozostało. Kiedy wiec dwa tygodnie po pogrzebie na nagraniu z domowej kamery widzi Joego bawiącego się z ich córka, nie wie, czy może wierzyć własnym oczom. Zawsze ufała mężowi. Teraz nie może ufać nawet sobie. Ale przecież była świadkiem jego morderstwa... Jak ma wytłumaczyć to, co widzi? 



Oryginalny tytuł: Fool me once
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 15 lutego 2017
Tłumaczenie: Robert Waliś
Liczba stron: 416
Oprawa: miękka








„Już mnie nie oszukasz” Harlana Cobena to prawdziwa gratka dla wielbicieli gatunku. To dobry, ekscytujący thriller i kryminał w jednym, w którym poznajemy kolejne sekrety i odkrywamy nowe fakty z życia bohaterów. Przez całą lekturę emocji nie brakuje, jest mrocznie, ponuro, ale i klimatycznie. Harlan Coben doskonale wie, jak zainteresować czytelnika.
W „Już mnie nie oszukasz” nie musimy zbyt długo czekać na rozwinięcie akcji. Autor bardzo szybko przedstawia nam z czym będzie się mierzyć główna bohaterka. Maya to była oficer sił specjalnych, która w tajemniczych okolicznościach została zawieszona w swoich obowiązkach, a obecnie nauczała pilotażu i próbuje poukładać sprawy rodzinne. Wszystko komplikuje się wraz z nagraniem. Pojawia się masa pytań, na jaw wychodzą długo skrywane tajemnice. Autor stworzył książę, której fabuła nie kręci się tylko wokół teraźniejszości, ale przede wszystkim sięga wiele lat wstecz. Dużym plusem tej pozycji jest to, że Harlan Coben zręcznie tka sieć intryg, które powodują, iż z każdą stroną atmosfera się zagęszcza, komplikuje i robi się coraz bardziej napięta. Akcja nabiera coraz większej dynamiki. Poznajemy coraz więcej faktów z życia bohaterów i aż trudno połączyć ze sobą te wątki, bo tworzy się ich naprawdę sporo.
Zaczynając czytać książkę nie miałam pojęcia o tym, że całkowicie w niej przepadnę. Wraz z kolejnymi stronami akcja nabierała coraz większego tempa i nie zwolniła aż do samego końca. Lubię, gdy rozdziały są krótkie i treściwe, a tutaj takie właśnie były. To sprawia, że lekturę czytam o wiele szybciej.
Myślę, że ten thriller spodoba się zarówno fanom Cobena, jak i osobom takim jak ja, które nie miały wcześniej styczności z tym autorem. Powieść trzyma w napięciu i niejednokrotnie przez jakiś zwrot akcji wytrzeszczałam oczy ze zdumienia. Pojawia się tam również wiele tematów, które zmuszają do myślenia. Czy my postąpilibyśmy tak samo jak główna bohaterka? A może całkiem inaczej? Nie pozostaje mi nic innego, jak polecenie Wam tej książki.

Reasumując „Już mnie nie oszukasz” to kryminał posiadający wszystkie najistotniejsze cechy tego gatunku: idealnie skonstruowaną intrygę, wciągającą fabułę, narastające napięcie oraz oryginalne i zdumiewające zakończenie. Książka Harlana Cobena uzmysławia jedno: nie da się pogrzebać przeszłości, a każde tragiczne wydarzenie pozostawia trwały ślad, fale i echa, które będą wybrzmiewały już zawsze.

Moja ocena:  8/10

A Wy już czytaliście? Podobała się?



maja 18, 2019

RECENZJA "SIEDEM ŚMIERCI EVELYN HARDCASTLE" STUART TURTON

RECENZJA "SIEDEM ŚMIERCI EVELYN HARDCASTLE" STUART TURTON
O jedenastej wieczorem Evelyn Hardcastle zostanie zamordowana.                              Masz osiem dni i osiem wcieleń.                                                                            Pozwolimy ci odejść pod warunkiem, że odkryjesz, kto jest zabójcą.                              Zrozumiano? W takim razie zaczynamy…                                                                Evelyn Hardcastle będzie umierać każdego dnia, aż do momentu, gdy ktoś odkryje, kim jest jej zabójca. Wśród gości zaproszonych  do Blackheath jest kilku ludzi, którzy próbują to zrobić. Nie mają równych szans ani równych możliwości. Stale przeżywają ten sam dzień, usiłując rozwiązać zagadkę, lecz każdy wieczór nieubłaganie przeszywa dźwięk wystrzału z rewolweru…





Oryginalny tytuł: The Seven Deaths of Evelyn Hardcastle
Wydawnictwo:  Albatros
Data wydania: 15 maja 2019
Tłumaczenie: Łukasz Praski
Liczba stron: 512
Oprawa: miękka







"Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" jest niewątpliwie intrygującą, skomplikowaną tajemnicą morderstwa, ale wraz z postępem opowieści ujawnia się prawdziwa natura książki i można ją równie łatwo opisać jako mrożącą krew w żyłach dystopijną fikcję jako powieść kryminalną.
Książka tak sprytna jak ta, nie jest najłatwiejsza do przeczytania, ponieważ skomplikowany labirynt fabuły całkowicie nas dezorientuje.

Opowieść o Evelyn Hardcastle i jej siedmiu śmierciach rozpoczyna się jako jeden wielki mętlik, zarówno dla nas jak i dla głównego bohatera. Podobnie jak Sebastian Bell, śledzimy wypadki rozgrywające się na naszych oczach i zupełnie nie mamy pojęcia co się dzieje, ani dlaczego. Wokół nas panuje złowroga atmosfera, pojawiają się tajemnicze postacie, ma miejsce brutalne morderstwo a my wraz z bohaterem cierpimy na całkowity zanik pamięci i nie potrafimy się w tej plątaninie odnaleźć. Stopniowo, strona po stronie, bohater po bohaterze, wydarzenie po wydarzeniu, gromadzimy okruchy informacji i powoli staramy się poskładać ten chaos w jedną, spójną całość. Zupełnie nam to oczywiście nie wychodzi. 
Wraz z postępem powieści i coraz większym zrozumieniem tego, co się dzieje, bohater zdaje sobie sprawę, że musi ostrożnie wykorzystywać poszczególne atrybuty każdego gościa, aby uzyskać przewagę nad kimkolwiek. Musi ustalić, komu może zaufać w tym pełnym mrocznych tajemnic domu i niebezpiecznych ludzi, w tym złowrogiego Doktora Dżumy, który wydaje się znać przynajmniej niektóre zasady tej tajemniczej gry - ale nawet on nie może przewidzieć wyniku końcowego. Aiden musi także zmierzyć się ze swoimi sprzecznymi uczuciami dotyczącymi Evelyn - która może być czymś więcej niż tylko biedną ofiarą - zdaje sobie sprawę, że jeśli jest w stanie zapobiec jej morderstwu, może skazać się na nieunikniony los.

Jednak to, co zachwyciło mnie najbardziej w książce Turtona, zaraz obok samej fabuły, to sposób w jaki wykreował swoich bohaterów nadając każdemu z nich złożoną i ciekawą osobowość, przypisując im zarówno talenty jak i ułomności.
Fabuła książki jest również świetnie napisana. Kluczy i krąży, zmienia się i przekształca w naprawdę ciekawy i wciągający sposób. Jest to jedna z tych powieści - zagadek nad którymi głowisz się nawet wtedy, kiedy próbujesz zrobić sobie od niej przerwę.
Jedynym minusem powieści jest brak informacji o świecie, w którym żyją.

Byłam pod wrażeniem sposobu, w jaki powstała pętla czasowa - przemienni bohaterowie, osobowości i perspektywy tego samego dnia. To sprawiło, że książka była o wiele bardziej ciekawsza i muszę powiedzieć, że zrobiono to bardzo dobrze. Trzeba być na tyle inteligentnym, by zaaranżować taką historię bez wad.

Moja ocena:  8/10



Za możliwość przeczytania dziękuję





A czy Wy już wiecie, co zdarzyło się w Blackheath i kto zamordował Evelyn Hardcastle?




maja 12, 2019

[PRZEDPREMIEROWO] RECENZJA "WSPÓŁLOKATORZY" BETH O'LEARY

[PRZEDPREMIEROWO] RECENZJA "WSPÓŁLOKATORZY" BETH O'LEARY
Tiffy Moore pilnie potrzebuje taniego lokum. Leon Twomey bierze nocne zmiany, bo rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy. Choć ich przyjaciele sądzą, że to szaleństwo, oni znajdują idealne rozwiązanie: w ciągu dnia Leon będzie w ciasnej kawalerce odsypiał noce zmiany, dzięki czemu Tiffy będzie miała to samo mieszkanie wyłącznie dla siebie przez resztę doby. Ona właśnie zerwała ze swoim zazdrosnym chłopakiem i ledwo wiąże koniec z końcem, pracując w niszowym wydawnictwie, on bardziej dba o innych niż o siebie – nocami zajmuje się pensjonariuszami domu opieki, a każdy grosz odkłada na prawników, którzy wyciągną jego niesłusznie skazanego brata z więzienia. Na przekór wszystkim i wszystkiemu, dwoje niezwykłych współlokatorów odkrywa, że jeśli wyrzuci się wszystkie zasady przez okno, można stworzyć całkiem przyjemne i ciepłe domowe ognisko.





Oryginalny tytuł: The Flatshare
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 15 maja 2019
Tłumaczenie: Robert Waliś
Liczba stron: 432 
Oprawa: miękka







Nie mogę uwierzyć, że "Współlokatorzy" to debiutancka powieść. Jej fabuła i postacie są bezbłędnie zaplanowane. Beth O'Leary napisała wspaniale podnoszącą na duchu komedię romantyczną, która sprawi, że będziecie uśmiechali się, aż Wasze policzki będą bolały z powodu wszystkich zabawnych sytuacji, w które wpadają Leon i Tiffy.

Tiffy szuka miejsca do zamieszkania, a Leon szuka współlokatora. Żaden z nich nie ma wyboru, postanawiają spróbować i w ten sposób zamieszkanie razem kończy się układem. Dzielenie się tym samym łóżkiem, ale nigdy w tym samym czasie - brzmi jak naprawdę dziwaczny sposób na dzielenie przestrzeni życiowej. Tiffy ma mieszkanie na całą noc i weekend, a Leon ma go w ciągu dnia. Bohaterowie początkowo komunikują się za pomocą kartek pozostawionych w domu, i wychwytują nawzajem swoje nastroje, opisując dni i osobiste problemy za pomocą sygnałów pozostawionych w mieszkaniu. Co ciekawe, Beth O'Leary twierdzi, że wpadła na taki pomysł, mieszkając ze swoim chłopakiem, który pracował przez długie godziny, a ona odczuwała jego nastrój na podstawie tego, jak wiele filiżanek po kawie pozostało na suszarce.
To całkowicie wciągająca lektura; jedna z tych książek, o których nie możesz przestać myśleć, dopóki nie przejdziesz do ostatniej strony.
Tak jak we wszystkich dobrych historiach, każda postać walczy z trudnymi sprawami, które musi przezwyciężyć. Autor poradził sobie z tymi problemami w subtelny, wrażliwy i uczciwy sposób, który był relatywny, a jednocześnie nie wydawał się nie na miejscu w historii.
Sama książka opowiedziana jest zarówno z punktu widzenia Tiffy, jak i Leona, co naprawdę sprawdziło się w tej książce, biorąc pod uwagę, że nie spotykają się w większej części książki.
Fabuła jest bezbłędna i oczywiście dobrze zaplanowana, bez dziur w fabule i pięknie napisana, po prostu uwielbiam tę prostotę. Zakochałam się w stylu pisania Beth O’Leary i jej postaciach. Uwielbiam Tiffy i Leona. Ich interakcje ze światem i sobą nawzajem sprawiały uśmiech na mojej twarzy.

Jestem teraz wielką fanką Beth O’Leary i nie mogę się doczekać, aby przeczytać jej następną książkę.
Przeczytałam tę lekturę w jeden dzień, nie mogłam (nie chciałam) jej odłożyć. Oczywiście to pierwszy znak, że to bardzo dobra książka. Postacie stworzone przez Beth, sprawiły, że zakochałam się w nich do tego stopnia, że ​​chciałam, żeby były moimi prawdziwymi przyjaciółmi. Tiffy jest towarzyską i przyjazną kobietą z wątpliwie wyjątkowym poczuciem humoru, podczas gdy Leon jest trochę bardziej zamknięty ze swoim życiem i emocjami. Są idealnymi współlokatorami!

Wszyscy będą rozmawiać o tej wspaniałej książce w tym roku, więc i Ty przeczytaj!

PREMIERA JUŻ 15 MAJA!


Moja ocena:  9/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję




maja 08, 2019

RECENZJA "OSTATNI LIST OD KOCHANKA" JOJO MOYES

RECENZJA "OSTATNI LIST OD KOCHANKA" JOJO MOYES


~ "Ellie, młoda dziennikarka, natrafia na ślad romansu sprzed lat. Po wielkiej miłości, która połączyła młodą mężatkę Jennifer i Anthony’ego, szorstkiego w kontakcie, ale wrażliwego reportera, pozostały tylko listy. Przejmujące i wyjątkowe, fascynują Ellie na tyle, że postanawia poznać historię zakazanego związku i odkryć tajemnicę jego dramatycznego końca. Czy historia miłosnego skandalu z przeszłości może zupełnie odmienić życie samej Ellie i jej relację z żonatym mężczyzną? To inspirująca historia o tym, że warto znaleźć odwagę do podjęcia decyzji, która pozwoli zyskać to, co w życiu najcenniejsze. Nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi i na przekór konwenansom. Jeśli naprawdę kochasz, to kochaj odważnie. "Ostatni list od kochanka" to jedna z najpiękniejszych powieści Jojo Moyes. Autorka podbiła serca milionów czytelników bestsellerowymi "Zanim się pojawiłeś", "Kiedy odszedłeś" oraz "Dziewczyna, którą kochałeś" ~






Oryginalny tytuł: The Last Letter from Your Lover 
Wydawnictwo: Między Słowami 
Data wydania: 2018 rok 
Tłumaczenie: Anna Gralak
Liczba stron: 525
Oprawa: miękka






Niewielu trzeba zachęcać do sięgnięcia po książkę Jojo Moyes.  Po ogromnym sukcesie ekranizacji „Zanim się pojawiłeś” wskrzeszane są jej starsze powieści, które mimo upływu lat niezmiennie są aktualne i wywołują wulkany emocji. 

Książka jest przeplatanką bieżących losów Ellie, jej kochanka, problemów w wydawnictwie i pracy nad artykułem, a także wydarzeń z czasów Jennifer i Anthony'ego. Przyznam szczerze, że na początku jest się ciężko połapać w tych przeskokach, kiedy nie znamy jeszcze dobrze bohaterów i sytuacji.
Głównym tematem jest podejście do zdrady. Do regularnego romansu. Co skłania do niego ludzi? Jak mu zapobiec? I czy osoby, które zdradzają zawsze zasługują na wieczne potępienie? Kontrowersyjny temat przedstawiono w sposób skłaniający do refleksji i próby wyobrażenia sobie mieszanki uczuć z którą czasem ciężko sobie poradzić.
Początek nie czytało mi się najlepiej, ale byłam na tyle zaintrygowana, że nie odłożyłam jej. Im bardziej zagłębiałam się w historii, tym bardziej mnie wciągała. Nie ukrywam, że nie brakowało mi tu większych emocji. Dopingowałam bohaterom, czekałam na szczęśliwe zakończenie. Czułam pewnego rodzaju nostalgie podczas czytania. Zatrzęsła moim serduchem, sprawiła, że z nerwów obgryzałam paznokcie.

Jojo Moyes w swoich książkach pokazuje, żeby kochać odważnie i tak żyć. Inspiruje nas jak odnaleźć w sobie odwagę i walczyć o to, co kochamy.

Krótko podsumowując: „Ostatni list do kochanka” to historia, która wywołuje często mieszane uczucia, ale nie pozwala oderwać się od fabuły. Spędza sen z powiek, nie daje o sobie zapomnieć i trzyma w napięciu do ostatniej strony. Strony uciekają jedna za drugą.
Gorąco polecam! Opisy nie kłamią – to jedna z najpiękniejszych powieści Moyes.

Moja ocena: 8/10

A Wy już ją przeczytaliście? A może czytaliście inne książki tej autorki? Które Wam się najbardziej podobały?



maja 02, 2019

[ZAPOWIEDŹ] "MIŁOŚĆ PO SĄSIEDZKU" BELLE AURORA

[ZAPOWIEDŹ] "MIŁOŚĆ PO SĄSIEDZKU" BELLE AURORA





Oryginalny tytuł: Love Thy Neighbour
Wydawnictwo: NieZwykłe
Data wydania: 15 maja 2019
Tłumaczenie: Iga Wiśniewska
Liczba stron: 345
Cykl: Friend-Zoned 







Opis:

Asher „Duch” Collins i Natalie Kovac spędzili ze sobą namiętną noc. Noc, o której oboje nie potrafią zapomnieć. W takim razie dlaczego tak trudno jest im przebywać w swoim towarzystwie? Nie ma szans na to, że dojdą do porozumienia, więc postanawiają iść każde swoją drogą. I jakimś cudem kończą bliżej siebie niż kiedykolwiek wcześniej. Czy przyjaźń wystarczy tej dwójce?



                         Fragment książki możecie przeczytać tutaj



PREMIERA: 15 maja 2019


kwietnia 30, 2019

RECENZJA "WYSPA CAMINO" JOHN GRISHAM

RECENZJA "WYSPA CAMINO" JOHN GRISHAM
Księgarnia, szelest przewracanych kartek, usypiająca atmosfera… Nudno, prawda? A co, jeżeli ten spokojny, pokryty kurzem świat ma drugie oblicze? Pełne złodziei, handlarzy trefnymi białymi krukami, romansów, zdrad i spisków..? Zaczyna się od skoku. Udanego – przestępcy kradną z biblioteki Uniwersytetu Princeton manuskrypty. Dziwna kradzież? Niekoniecznie. To skarb – zostały ubezpieczone na 25 milionów dolarów…Czy cokolwiek może łączyć ten brawurowy skok z niepozornym Bruce’em Cable’em, który prowadzi księgarnię w sennym miasteczku Santa Rosa na wyspie Camino? Niewielu ludzi wie, że Bruce prawdziwe pieniądze zarabia na handlu białymi krukami. Być może dowie się tego Mercer Mann, młoda pisarka z problemami finansowymi, która zostaje wynajęta przez tajemniczą kobietę zlecającą jej poznanie sekretów księgarza…




Oryginalny tytuł: Camino Island
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 24 kwiecień 2019
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Liczba stron: 368
Oprawa: miękka






W swojej najnowszej powieści John Grisham zamienia salę sądową na księgarnie - zagłębiając się w świat skradzionych rękopisów i rzadkich książek na wyspie Camino.

To nie jest twój typowy thriller Johna Grishama. Przede wszystkim jest to powieść o publikowaniu, pisaniu i sprzedaży książek.
Powieść zaczyna się od złożonej, doskonale wykonanej kradzieży oryginalnych manuskryptów Fitzgeralda z skarbców Uniwersytetu Princeton. Polowanie na złodziei zaczyna się natychmiast. Niestety dla Princeton, rękopisy znikają na czarnym rynku i władze uniwersytetu obawiają się utraty ich na dobre. Kiedy rozwija się już drugi rozdział, złodzieje są ignorowani i zapomniani, ponieważ Grisham opisuję inną historię, pozornie niepowiązanej postaci - coś, co robi kilka razy.

Początek książki bardzo mi się podobał. Pisarz sprawił, że zastanawiałam się dokąd zmierza historia, kto zostanie złapany, kto może zostać zabity. Wraz z rozwojem powieści czytelnik znajduje się w drażliwej grze, w kotka i myszkę. To wtedy zaczęłam czuć się znudzona. Nie podobały mi się też postacie, ale przede wszystkim główna bohaterka.
Mercer Mann ma na swoim koncie zbiór krótkich opowiadań i uznaną powieść, ale od czasu ostatniej publikacji przeżywa kilka lat twórczej pauzy i desperacko pragnie pisać ponownie. Aby uniknąć kłopotów finansowych, zgadza się pomóc Elaine. Wraca na wyspę Camino, gdzie każdego lata odwiedzała swoją ukochaną babcię, która zmarła jedenaście lat temu, i gdzie nadal jest właścicielką domku, który odziedziczyła po zmarłej. Zadaniem Mercer jest rozpoczęcie drugiej powieści, zbliżenie się do innych pisarzy na wyspie i, co najważniejsze, do tajemniczego księgarza w centrum społeczności literackiej.
Inne postacie w powieści są o wiele bardziej interesujące niż Mercer. Z pewnością Bruce Cable to ciekawsza postać oraz pisarze zamieszkujący wyspę, którzy są doświadczeni w swoim zawodzie. Niektórzy odnoszą sukcesy a niektórzy wręcz przeciwnie. Wszyscy są zróżnicowani.
Złodzieje, którzy dopuszczają się napadu, tak naprawdę nie mają zbyt wiele miejsca na rozwój osobowości - biorąc pod uwagę ich ostateczne losy.

Być może „Wyspa Camino” jest refleksja pisarza w średnim wieku na temat rzemiosła i handlu pisaniem, publikowaniem i sprzedażą książek po prawie trzydziestu latach profesjonalnego pisania. Grisham przekazuje również kilka porad na temat pisania z zasadami.

"Wyspa Camino" to  powieść dla tych z Nas, którzy kochają książki.
Jeśli spodziewasz się szybkiego thrillera, nie dostaniesz tego. Nie oznacza to, że książka jest przesadnie nudna i nic się tam nie dzieje, są akcje. Ale nazwałabym to raczej powolnym odkrywaniem tajemnicy niż thrillerem. 
Mimo że nie był to thriller, była to bardzo szybka i łatwa do przeczytania historia, w której niestety aspekt kryminalny powieści był niedostatecznie rozwinięty.

Moja ocena:  7/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję



Macie w planach przeczytać? Czytaliście inne książki autora?




kwietnia 24, 2019

RECENZJA "TAK CIĘ STRACIŁAM" JENNY BLACKHURST

RECENZJA "TAK CIĘ STRACIŁAM" JENNY BLACKHURST
Susan po trzech latach wychodzi ze szpitala psychiatrycznego z nową tożsamością. Bliscy, policja, lekarze – wszyscy mówią Emmie – tak ma teraz na imię – że trafiła tam, bo zabiła swojego synka. Emma nic nie pamięta. Więc musi im ufać… prawda? A jeżeli wszyscy kłamią, a ona została wrobiona w tę zbrodnię? A jeżeli zbrodni nie było, a Dylan żyje…?




Oryginalny tytuł: How I Lost You
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 3 kwietnia 2019
Tłumaczenie: Maria Olejniczak-Skarsgard
Liczba stron: 416
Oprawa: miękka







"Tak Cię Straciłam" to pierwsze dzieło brytyjskiej autorki Jenny Blackhurst, która spędzała godziny czytając i czytając kryminały w dzieciństwie i młodości, marząc o zostaniu pisarką. Inspiracją do napisania debiutu były jej własne emocje i doświadczenia związane z narodzinami jej syna.

Susan Webster (bądź Emma Cartwright) została właśnie wypuszczona ze szpitala psychiatrycznego i próbuje rozpocząć nowe życie w nowym miejscu. Została skazana za zamordowanie swojego trzymiesięcznego syna Dylana, ale nie pamięta pamiętnego dnia. Od tego czasu minęły cztery lata, ale trudno zapomnieć. Pewnego razu, gdy zdjęcie chłopca, który mógłby być jej synem ląduje przed jej drzwiami, karuzela wydarzeń i pogoń za prawdą zaczyna się kręcić.
Historia Susan od początku jest niezwykle intrygująca, a ciekawość rośnie w miarę czytania. 
W książce połączono akcję dziejącą się w teraźniejszości z wpisami w formie pamiętnika z przeszłości. Fakty z przeszłości nie dotyczą jednak głównej bohaterki, ale nieznanego zdarzenia. Z każdym rozdziałem dowiadujemy się coraz więcej na temat dwóch wątków, które na koniec łączą się w całość.
Autorka porusza kwestię depresji poporodowej oraz jej skutków.
Po przeczytaniu nasuwa się wiele przemyśleń odnośnie natury ludzkiej, zarówno tej dobrej jak i złej.

PODSUMOWUJĄC
"Tak Cię straciłam" to rewelacyjny thriller psychologiczny, który trzyma w napięciu od pierwszych stron. Książka, która uzależnia i trudno ją odłożyć choćby na chwilę. Świetny pomysł na historię, która gwarantuje mnóstwo emocji. Lektura, w której nic do końca nie jest pewne, a kiedy wydaje Ci się, że coś podejrzewasz autorka doskonale potrafi zmylić przez co kompletnie tracisz orientacje. Historia kochającej matki, która z dnia na dzień traci wszystko, gdyż dowody wskazują na nią. Kiedy nie wiesz co się przydarzyło, jak możesz się bronić? Jesteś w stanie zaufać osobom wokół siebie, gdyż myślisz, że chcą Twojego dobra, a tak naprawdę zależy im tylko na własnym interesie.

Jeśli szukacie wciągającej pozycji, od której ciężko się oderwać, zdecydowanie polecam „Tak Cię Straciłam” autorstwa Jenny Blackhurst.


Moja ocena:  9/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję


Czytaliście? A może macie za sobą jakąś inną książkę tej autorki?




Copyright © 2016 Nienudna opowieść , Blogger